Are you the publisher? Claim or contact us about this channel


Embed this content in your HTML

Search

Report adult content:

click to rate:

Account: (login)

More Channels


Channel Catalog


Channel Description:

blog parentingowy
    0 0

    Ten deser z nasion chia chodził za mną kilka dobrych miesięcy. Po pierwsze, myślałam, że ten pudding to jakaś wyższa szkoła deserowej jazdy i powinnam sobie odpuścić. Kiedy doczytałam jakie składniki są potrzebne, to wpadła mi do głowy myśl, że [cholera] to jakieś okołoazjatyckie czary-mary i więcej z tym babrania niż to warte. Ba! Ja jeszcze ubzdurałam sobie, że pewnie to wszystko kosztuje majątek i szkoda bawienia się w deserowanie za tysiące PLNów. W końcu przełamałam się pewnego słonecznego dnia i zrobiłam do niego pierwsze podejście! Raz kozie śmierć, pomyślałam ;-) I za pierwszym razem była to petarda, dacie wiarę! Jakie było moje zdziwienie kiedy okazało się w praniu, ważeniu i liczeniu, że to wcale nie kosztuje majątku! Ba! W drodze po pieluchy czy lakier do paznokci mogę ogarnąć temat zakupów składników. Wszystko, co potrzebne, znalazłam w Rossmannie. Mleko kokosowe na dziale ekologicznym było akurat w promocji, bodajże 7,99 PLN. Przy okazji, mleko rossmannowskie ma przegenialny skład. Zero konserwantów i syfu. 100% mleka kokosowego. Nasiona chia również są nieplastykowe! ;-) Maliny i borówki kupiłam po drodze na targu, i zabrałam się za kombinowanie ;-) Kiedy tak sobie wszystko policzyłam, wystukałam na kalkulatorze, to okazało się, że to całe opakowanie nasion wystarczy ...

    0 0

    A niech mnie! ;-) Primo – nie mów, że on nie działa dopóki nie sprawdzisz. Secundo – a jak już sprawdzisz, to koniecznie podziel się ze mną wrażeniami i analizą skuteczności. Mam na myśli ten sposób na upały, to chyba jasne… Zaszalałam z tym libido, co nie? :-D Ostatnio było upalnie jak nigdy. Wszyscy zaczęli narzekać, że jest im gorąco, parno, duszno. Że nie dają już rady. Że ten pot z czoła i pleców wlewa im się do majtek. Że chcą nad morze. Że chcą wakacji. Że nie mają urlopu. Że nie mają siły. Że libido niskie i cycki małe. A my tymczasem sączyliśmy sobie ten dar niebios i trochę chichraliśmy się z Was, ale zdecydowałam, że już dłużej nie mogę być taka dla Was okrutna. Cruella de Mon ze mnie marna. W końcu powiedziałam do mojego Męża : Skarbie, nie mam już siły patrzeć się na tych zmęczonych latem męczenników. Wykażę się dobrocią i podzielę się z nimi naszym panaceum na całe to gorące, diabelskie zło. No dobra… Jeśli naprawdę już musisz. Tak się słodko męczyli a my się tak dobrze przy tym bawiliśmy… [za to “słodko” mi się oberwie ;-P on nigdy tak nie mówi :-D ] Jednak ...

    0 0

    Pamiętam moje wakacje w Maroko. Fiuu fiu, kiedy to było! Spędziłam cudnych kilka dni z moją angielską znajomą Keilly. Udało nam się dorwać loty z Manchesteru do Casablanci za 2 funciaki w dwie strony. Aż szkoda było nie skorzystać! Jako, że do sezonu brakowało trochę czasu, a był to kwiecień, wyhaczyłyśmy też kilkudniowy pobyt w jednym z hoteli za niespełna 100 funtów total. Totalnie podjarane tymi wakacjami w środku angielskiej wiosny doszłyśmy do wniosku, że odpoczniemy od pracy, zresetujemy się i nabierzemy sił do walki z barowymi klientami. Ówcześnie obie pracowałyśmy w jednym z angielskich Revolution Vodka Bars – miejscu totalnie koktajlowo zakręconym. Przez pierwsze dni nie ruszałyśmy się z hotelu ani na metr. Jak na typowe leniuchy przystało jadłyśmy i koktajlowałyśmy nawiązując co ciekawsze znajomości. W sumie najbardziej owocna okazała się znajomość z jednym z barmanów, który w ramach dobrej gadki-szmatki zamiast pojedynczych shotów nalewał nam podwójne petardy ;-) Podczas jednego wieczoru zafundował nam coś ekstra, co pamiętam do dzisiaj. To był mix lodów z alkoholem i odrobiną soku. “Że też ja na to nie wpadłam wcześniej!” – pomyślałam. Przyjemne z pożytecznym, owocnym i alkoholowym. 4 in 1! ;-) Dzisiaj sprzedam Wam przepis na to cudo. Polecam Wam zrobienie go z ...

    0 0

    Przyznam zupełnie szczerze bez bicia, że nigdy za rzodkiewką nie przepadałam. Jeśli ktoś przygotował jakieś danie z rzodkiewką – ok, zjadłam ze smakiem, jednak samowolnie ta rzodkiewka nigdy nie lądowała w moim zakupowym koszyku. Moje dzieciństwo bardzo często smakowało rzodkiewkami. Mój Tata dodawał je do jego sobotniego numeru popisowego, czyli twarogu ze szczypiorkiem i przyprawami, który jadło się albo samodzielnie albo lądował on na kanapkach. Ja z kolei od dawna nic sensownego z nich nie mogłam wyczarować. Ostatnio próbowałam przepraszać się z rzodkiewką. Kupiłam kilka pęczków. Podchodziłam do nich chyba ze 3 dni. W rezultacie wylądowały one na kanapkach. Zorientowałam się, że w surowej formie te rzodkiewki nie są dla mnie – tak jakby piekł mnie po nich żołądek i miałam podrażniony przełyk. Doszłam jednak do wniosku, że spróbuję zjeść je w innej formie. Kiedyś moja babcia podsunęła mi pomysł, że jeśli dane warzywo nie smakuje mi na surowo, to warto zrobić użytek jego np. poprzez pieczenie. I to było to! Bingo, eureka i fanfary! Wyobraźcie sobie, że po ich pieczeniu nie tylko zyskały one na smaku, ale złagodniały i żadnego pieczenia żołądka nie odnotowałam, po ich zjedzeniu. Ba! Mój trzylatek był zachwycony ich smakiem i jutro też postawią na ...

    0 0

    Jeśli mieliście okazję zobaczyć moje ostatnie parę minut w Pytaniu na Śniadanie, gdzie z serduchem wyskakującym spod bluzki z powodu stresu produkowałam się na temat syropów na przeziębienie i odporność ;-), to pewnie usłyszeliście o syropie z buraka. Patent, o którym zaraz Wam opowiem, sprzedała mi Kasia, Czytelniczka. Ale pod ostatnim postem z syropem z cebuli okazało się, że jeszcze kilka innych osób oprócz Kasi zna ten sposób o którym poniżej, dlatego widać, że służy nie tylko mi, z czego ogromnie się cieszę! Cholera, wkroczmy w tę jesień zdrowi i przetrwajmy tacy aż do lata! :-) Dzisiejsza mikstura jest jedną z najszybszych metod uzyskiwania soku z warzywa, o jakiej słyszałam. Mega wygodna i bardzo intrygująca ;-) Oczywiście, jeśli jesteście w posiadaniu wyciskarki wolnoobrotowej, to miodzio. W wypadku tego rodzaju wyciskania zachowujemy największą ilość witamin. Niekażdy ją jednak posiada.  Sokowirówka też jest spoko. W końcu to dzięki niej nasze babcie i mamy wyciskały soki a my mamy się dobrze, co nie? ;-)  Jeśli jednak nie posiadacie żadnego z powyższych, to nic straconego. Może macie blender w domu? Wtedy takiego buraka kroimy na małe kawałki, blendujemy i odciskamy z niego sok. Metoda żmudna, ale też skuteczna. Niestety mniej wydajna! Najciekawsza metodą będzie ta, którą taaadaaam: opiszę Wam ...

    0 0

    Nigdy nie sądziłam, że moim problemem będzie zasypianie i budzenie się w środku nocy, a czasami nawet bezsenność. Raczej nie miewałam trudności w tej materii. Zasypianie przychodziło mi szybko a budziłam się zazwyczaj późnym rankiem. Dopiero odkąd mam dzieci, moja doba jest wręcz szarpana na kawałki i nie można mówić o jakiejkolwiek regularności dnia i nocy, o dobrym i długim śnie nie wspominając ;-) Stres też nie sprzyja wysypianiu się. Nie to, że narzekam. Tylko z maleńką tęsknotą czasami wspominam te ciche noce i długie leniwe poranki ;-) Nie działały na mnie nigdy tabletki nasenne, o których zresztą można zapomnieć karmiąc piersią, jak ja teraz. A właściwie inaczej – one działały w pierwszej fazie snu, po czym i tak budziłam się po północy i liczyłam barany, zasypiając w rezultacie około czwartej nad ranem. Pamiętam, że kiedyś zwierzyłam się mojej cioci, że pomału nie ogarniam tych moich maluchów, bo w dzień energii do życia brakuje, kiedy spało się 3-4 godziny nocą. Na co moja ciocia powiedziała w ripoście: – Magda, a piłaś już napój z banana? Nie piłaś?! To spróbuj! Działa cuda! Kiedy wujek przychodził z nocnej zmiany, to ja mu zawsze taki robiłam i spał jak dziecko! Okay, pomyślałam. Domowy napój na dobry ...

    0 0

    Nadszedł czas na trzeci z moich ulubionych drinków, zgodnie z ostatnią obietnicą! Yayyy! Nie mogłam się doczekać, aby się nim z Wami podzielić. Zrobiliśmy na blogu ostatnio mój ulubiony arbuzowy drink z prądem [klik] i caipirinhę w wersji klasycznej [klik]! Mmmm! Po Waszych mailach sądzę, że były to strzały w dyszkę. Moją trzecią ulubioną opcją na lato jest mojito. Uwielbiam to klasyczne, którzy wszyscy znają, ale latem nie ma opcji, abym nie zaszalała i nie dodała malin, tym bardziej, że sezon na nie pomału się zaczyna. Mojito malinowe to mega kobiecy drink, chociaż mężczyźni też go uwielbiają, czego przykładem jest mój M. Rześkość przełamana lekką słodką-kwasowością, cudo! Z mnóstwem antyoksydantów, które przydają się szczególnie latem. Moje pierwsze malinowe mojito robiłam w Anglii pracując w jednym z Revolution Vodka Bars a następnie The Pitcher n Piano Bar, swoją drogą – szkolenia w tych miejscach należą do najlepszych i najbardziej efektywnych w Europie, dlatego kiedy będzie Wam dane być np. w Londynie, warto przejść się i spróbować ich receptur. W tym drugim własnoręcznie przed każdą zmianą ucieraliśmy maliny na pure, aby móc je później w ogromnych ilościach zaserwować klientom w koktajlach. Ba! Z malinami to był pikuś. Najwiecej zachodu było z krojeniem limonek, które kroiło się ...

    0 0

    Sezon arbuzowy w pełni, dlatego grzechem by było nie skorzystać z tego i nie zrobić pysznego ponczu! Ja jestem od lat wielką fanką zarówno wersji alkoholowej jak i bezalkoholowej. Poncz w arbuzie jest idealną opcją na letniego grilla czy imprezę ze znajomymi, a nawet urodzinowe party naszych dzieci. Tym ostatnim podajemy poncz w wersji bezalkoholowej. Przepis jest banalny! Doskonale pamiętam letnie grille urządzane przez moich rodziców, gdy byłam nastolatką. Mój tata jako wielki fan arbuzów nie podarowałby sobie tego, aby nie wykorzystać sezonu arbuzowego na maxa. I oprócz tego, że wszyscy zajadaliśmy się arbuzem łyżkami i jedliśmy go kilogramami, to wieczoram rodzice zapraszali swoich znajomych na weekendowe pogaduchy i ponczowali z arbuzem w głównej :-) Jako stara barmanka przyznam się Wam, że drinki arbuzowe należą do moich ulubionych. Oprócz Long Island Icea Tea, Caipirinhi oraz Mojito nie ma prawdopodobnie bardziej orzeźwiającego koktajlu jak ten właśnie na bazie arbuza! Co ciekawe! Arbuz świetnie się komponuje zarówno z wódką jak i z rumem, a i fani ginu nie pożałują, jeśli spróbują go połączyć właśnie z tym owocem. Dobra, przejdę zatem do sedna! Jak zrobić poncz w arbuzie? To naprawdę banalne i wcale nie jest czasochłonne. Co więcej, to jeden z tego rodzaju drinków, który ...

    0 0

    Dla mnie mogą istnieć jedynie orzeźwiające i szybkie w przygotowaniu drinki. Russian Bride i inne kremowe potwory są za ciężkie by móc je sączyć cały wieczór. A tych rześkich nie mam dość, nawet gdy wieczór jest bliski końca. Watermelontini już był na tapecie [przepis na niego: TU ], w takim razie pora na kolejny z moich faworytów: caipirinha [czyt.kajpirińia]. Brazylijski wynalazek, banalny w przygotowaniu, prosty przy realizowaniu listy zakupowej – czyli 10/10. Potrzebujecie do niego: 3 /4  limonki 75 ml cachaçy [ brazylijskiej wódki] brązowy cukier lód kruszony Ten na zdjęciu był zrobiony z dodatkiem arbuza, który teraz opanował targi owocowe. Trzeba korzystać! Pokrój limonkę na 6 lub 8 części. Wsyp do szklanki 3 łyżeczki brązowego cukru i 5-6 kawałków limonki i za pomocą muddlera ugnieć limonki delikatnym ruchem, aby wycisnąć z nich jak najwięcej soku. Dodaj 75 ml cachaçy i za pomocą łyżki zdecydowanym ruchem wymieszaj składniki [cukier nie musi się dokładnie rozpuścić]. Dodaj lód kruszony, aby wypełnić szklankę po brzegi, udekoruj limonką bądź miętą. Wersja bezalkoholową urozmaićcie miętą i odrobiną wody gazowanej na wierzch. Jeśli nie macie cachacy użyjcie klasycznej wódki. Zamiast limonki można użyć cytryny. Wiadomka, to już nie będzie ten sam drink, czasami liczy się przecież fajny ...

    0 0

    Pudding z tapioki to mój ulubiony deser! Zaraz po puddingu chia zajmuje pierwsze miejsce na puddingowym podium a przepis ten deser z tapioki jest prosty! Tapioka z dodatkiem truskawek, mango czy kokosa smakuje pysznie! Zastanawialiście się już, jak go zrobić? Ale od początku. Co to jest tapioka? Nie zdziwię się, jeśli jeszcze jej nie znacie, bo bardzo pomału wkracza na nasze polskie salony. Tapioka to skrobia z bulwy manioku, który można porównać do odpowiednika skrobi ziemniaczanej. W sklepach można znaleźć też mąkę z tapioki. Ja jej jeszcze nie miałam okazji używać, ale w ilościach hurtowych od wiosny używam tapiokę w postaci takich małych kuleczek. Ja robię z niej pudding z owocami, deser który moje dzieci uwielbiają! Albo bubble tea, na którą przepis wkrótce też będzie na blogu. Zakochacie się w niej :-) Co się robi z tapioka pearls, czyli z perełkami tapioki? Zalewa się je zazwyczaj w mleku i moczy przez godzinę a potem razem z tym mlekiem gotuje 10-15 minut. Ja zazwyczaj gotuję 12-15 minut. Po ugotowaniu tapioka wchłonie większość mleka (w odpowiedniej proporcji dodanego), dodaje się je do miseczek deserowych, przykrywa owocami i schładza w lodówce godzinę lub dwie. To jest pychota! Nie znam osoby, która nie zakochałaby się ...